Właściciel lokalu nie daje sobie rady z dwoma zadaniami, a organizacja pozostawia wiele do życzenia. W czasie lunchu, po prawie godzinie spędzonej na zjedzeniu piadiny i wypiciu kawy, jeszcze nie przynieśli nam rachunku (nie wstaliśmy, aby uniknąć kolejek przy kasie) i poprosili nas o zwolnienie stolika. Wróciliśmy pod parasol trochę zdezorientowani, dołączył do nas ratownik, który poinformował nas, że czas, jaki nam pozostał, skończył się. (Wynajmowaliśmy do 14:00). Mój przyjaciel, trochę zirytowany, poszedł porozmawiać z właścicielem, aby sprawdzić, czy moglibyśmy zostać jeszcze pół godziny, ponieważ poszliśmy na lunch przed drugą.
Efektem była szarpanina o decydujące pytanie "ile minut do drugiej". Właściciel był tak urażony, że osobiście przyszedł sprawdzić, czy wychodzimy, mówiąc, że nie toleruje bycia oszukiwanym... Przypominając, że plaża należy do wszystkich, przenieśliśmy się na skały, ale Ivan Groźny wysłał swojego zaufanego ratownika, aby powiedział nam, że nie możemy również tam zostać. Ponieważ pierwsze przykazanie brzmi "menedżer zawsze ma rację", poszliśmy na wolność, jak radzono. Z ciekawości dołączam zdjęcie skał, na których byliśmy. Czy ktoś może powiedzieć, czy mogliśmy "legalnie zostać"?